Road Trippin’ w Nowej Zelandii

Mieszkając od jakiegoś czasu w Australii mieliśmy przyjemność gościć u siebie w domu kilka osób, które odwiedziły już Nową Zelandię. Od nich usłyszeliśmy, że koniecznie musimy się tam wybrać, bo ten kraj bije Australię na głowę jeżeli chodzi o naturę i krajobrazy. Nie bez przyczyny wybrano to miejsce na ekranizację powieści J.R.R. Tolkiena “Władca Pierścieni”. Zachęcani dodatkowo przez reklamy na stacjach metra w Sydney promujące turystykę w Nowej Zelandii, ciągle myśleliśmy o podróży w te strony. Biorąc pod uwagę, jak daleka jest podróż do tego kraju z Polski, głupotą byłoby nie odwiedzić Nowej Zelandii będąc już tak blisko. W końcu z Australii to tylko ok 2 godziny lotu.

IMG_2258

Podróż miała trwać zaledwie tydzień, bo niestety tylko tyle czasu udało nam się wygospodarować. Trzeba więc było zdecydować się jaki kierunek obrać i co dokładnie chcemy zobaczyć. Musieliśmy przemyśleć i zaplanować wszystko z wyprzedzeniem. Bilet lotniczy mieliśmy z Sydney do Christchurch i stamtąd zaczynaliśmy naszą przygodę. Wypożyczyliśmy samochód na tydzień. W tym czasie mieliśmy dotrzeć do Queenstown i Milford Sound, po drodze zatrzymując się przy jeziorach Tekapo i Pukaki, a następnie wrócić z powrotem do Christchurch na nasz lot powrotny.

IMG_1796
Mt Cook

Przez tydzień przejechaliśmy 2000 km. i to najpiękniejsza trasa, jaką w życiu jechaliśmy. Codziennie spaliśmy w zupełnie innym miejscu, odkrywając małe miasteczka lub ciesząc się ciszą tam, gdzie wokół nie było nic oprócz natury. Ciężko się podróżuje samochodem z tak napiętym planem, bo co chwilę trzeba się zatrzymać, aby nacieszyć się widokiem czy pstryknąć zdjęcie. Dlatego planując taką podróż w przyszłości dalibyśmy sobie na nią conajmniej kilka dni więcej, bo czasem brakowało nam czasu, żeby po prosto pobyć w danym miejscu dłużej i naprawdę się nim nacieszyć.

Podróż samochodem po wyspie to sama przyjemność. Prawie nigdzie nie ma sygnalizacji świetlnej ani korków, a drogi są dobrej jakości i zazwyczaj możemy jechać do 100 km/h. Wszędzie, gdzie napotkamy spektakularne widoki, będzie wyznaczone miejsce aby zatrzymać samochód i bezpiecznie wyjść. Po drodze widzieliśmy wiele parkingów dla ludzi podróżujących camper vanem i muszę przyznać, że miło byłoby zatrzymać się na dłużej w takich miejscach, a jeszcze lepiej byłoby się budzić z widokiem na takie krajobrazy.

IMG_3334

Jeśli zdecydujecie się na podróżowanie samochodem, a nie camper vanem, musicie mieć na względzie, że po drodze może nie być wielu hosteli czy moteli, gdzie znajdziecie nocleg na ostatnią chwilę, więc lepiej zarezerwować sobie noclegi wcześniej. Z naszego doświadczenia wiemy, że jeśli zrobicie to wcześniej, to możecie znaleźć niezłe okazje.

Jeżeli swoją podróż będziecie rozpoczynać w Christchurch to polecamy Wam jak najszybciej wybrać się w drogę. Zniszczone przez trzęsienia ziemi, bez charakeru i ciągle w przebudowie, to miasto nas zupełnie nie urzekło. Na trasie jest więcej ciekawych rzeczy do zobaczenia, niż w mieście. Warto przede wszystkim pojechać w stronę Jezior Tekapo i Pukaki. Woda w jeziorach jest krystalicznie czysta, w kolorze głębokiego turkusu. Była trochę chłodna, ale nie mogliśmy ominąć kąpieli w takich miejscach! Przy Tekapo będziecie mieć piękny widok na Mount Cook, najwyższy szczyt Nowej Zelandii. Jeziora i rzeki na południowej wyspie to także świetne miejsca do wędkowania. Naszemu koledze udało się złapać pstrąga tęczowego, którego potem upichciliśmy na grillu. Tylko nie zapomnijcie o wykupieniu obowiązkowej licencji, jeśli macie zamiar wędkować!

IMG_3299
Tekapo Lake
IMG_3255
Mt Cook

Zbliżając się w stronę Queenstown, możecie zajrzeć do Arrowtown – to malownicze miasteczko w stylu gorączki złota, otoczone górami i wyglądem przypominające te na dzikim zachodzie. Samo Queenstown jest już zupełnie inne niż Christchurch. Mniejsze, ale oferujące dużo więcej atrakcji, spektakularne widoki i infrastrukturę dla sportów zimowych, to miasto ma w sobie górski klimat w stylu amerykańskiego Aspen. Możecie tu spędzić spokojnie kilka dni, wykorzystując nie tylko potencjał miasta, ale również jego malowniczych okolic. Queenstown to również doskonałe miejsce wypadowe do Milford Sound – spektakularnych nowozelandzkich fiordów – oraz Glenorchy – miejscowości, do której prowadzi piękna trasa, która jest atrakcją samą w sobie. Więcej o Queenstown, jego okolicach i atrakcjach, możecie przeczytać w naszym wcześniejszym poście.

Jak wspomnieliśmy, będąc nie wyspie nie można ominąć Milford Sound, czyli tutejszych fjordów. Rudyard Kipling, autor “Księgi Dżungli” nazwał to miejsce ósmym cudem świata. Trudno mu się dziwić. Przepływając przez Milford Sound możecie zobaczyć wodospady (niektóre z nich mogą mieć nawet 1000 m wysokości!), które są napędzane przez deszcz. A deszczu jest tu dużo, bo Milford Sound jest najbardziej “mokrym” miejscem w Nowej Zelandii i jednym z najbardziej deszczowych miejsc na świecie z opadami rzędu 6412 mm rocznie! Przepływając statkiem przez fjord udało nam się nawet zobaczyć przyjazną grupę delfinów, które chętnie podpływały blisko łodzi i wyskakiwały z wody. Chwilę później kapitan poinformował nas, że podpłyniemy pod jeden z większych wodospadów i zaprasza chętnych do spotkania oko w oko z mocą natury na dolny pokład. Znalazło się paru chętnych ( w tym oczywiście ja). Siła, z jaką woda tryskała w twarz przypominała silnik odrzutowy. Ciężko było nawet kierować twarz w stronę wodospadu, ale trzeba było, bo widok i siła tej masy wody były niesamowite. Był to zdecydowanie jeden z najlepszych momentów tego wyjazdu.

IMG_2455
Milford Sound
IMG_3199
Milford Sound
IMG_3201
Milford Sound

Na koniec kilka słów o tym jaki trzeba mieć budżet na Nową Zelandię. Tutaj ciężko odpowiedzieć konkretnie, bo wszystko zależy od tego, co jest dla Was ważne. Na pewno da się zwiedzić południową wyspę w miarę tanio, jeśli wynajmiecie sobie samochód i zarezerwujecie noclegi z wyprzedzeniem. Polecamy zaopatrywać się w produkty spożywcze w Pak’n’save, czyli sieci tanich supermarketów. Nie zapomnijcie wziąć ze sobą jakiś akcesoriów do aparatu – typu karta sd, bateria – ich ceny są tu kilkukrotnie wyższe. Przekonaliśmy się o tym, jak potrzebowaliśmy dodatkowej karty SD do aparatu. Przygotujcie się również, że zorganizowane wycieczki i atrakcje są bardzo drogie. Tutaj to już zależy od Was, co chcecie zrobić, bo do wyboru jest wiele atrakcji. Jeśli już będziecie chcieli rezerwować wycieczki polecamy skorzystać ze strony bookme.co.nz, gdzie często są dobre promocje i bilety last minute można dostać dużo taniej. Tak oszczędziliśmy na rejsie na Milford Sound, który wykupiliśmy za niższą cenę dzień wcześniej.

Mimo tego, że przylecieliśmy do Nowej Zelandii pod koniec lata, mieliśmy sporo szczęścia z pogodą. Przed wyjazdem prognoza przepowiadała tydzień deszczów. Baliśmy się, że cała wycieczka będzie deszczowa, a wiadomo jak wiele zmienia pogoda, kiedy się podróżuje. Okazało się jednak, że mieliśmy tylko jeden deszczowy dzień. Było to dość nietypowe jak na ten miesiąc. Nawet kapitan na rejsie na Milford Sound mówił przez megafon, że pierwszy raz od tygodni możemy podziwiać ten cud natury przy takiej pięknej pogodzie. Możemy się więc uważać za szczęściarzy. Słyszeliśmy relacje ludzi, którzy wybrali się na tydzień do Nowej Zelandii i nic praktycznie nie zobaczyli, bo ciągle padało i wszystko było zamglone. Ale to są rzeczy, na które nie mamy wpływu. Jeśli waszym celem podróży do Nowej Zelandii nie są sporty zimowe, to polecamy wybrać się od grudnia do marca – w sezonie letnim.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s