5 rzeczy, których nie lubimy w Sydney

Chcemy podkreślić, że w żadnym razie nie narzekamy na życie w Australii, a jedynie chcemy wam nakreślić, co nie jest tu idealne. Nie zmienia to w żadnym sensie tego, że kochamy życie w tym kraju, ich ludzi i kulturę.

1. Internet

Trudno uwierzyć, że w tak rozwiniętym gospodarczo kraju jak Australia może być taki problem z internetem. I to nie nawet gdzieś na prowincji, a w samym centrum największej aglomeracji w kraju. Na wstępie wypadałoby wspomnieć, że samo podłączenie do internetu w domu to nie lada wyczyn. Przy naszej pierwszej przeprowadzce, po skontaktowaniu się z pierwszym dostawcą okazało się, że na podłączenie internetu będziemy czekać 8 tygodni. Zszokowani, szukaliśmy innego dostawcy. W końcu znaleźliśmy, i najszybciej jak się okazało, to 3-4 tygodnie czekania. Nie mieliśmy innego wyjścia jak przetrwać ten czas. Modem był przysłany kurierem i czekał razem z nami na podłączenie, gniazdo w ścianie również. Musiał po prostu ktoś przyjść, podłączyć jakieś kabelki i sprawić, żeby działało. Kiedy ktoś się w końcu zjawił, nie trwało to dłużej niż 5 minut. Nie mogliśmy zrobić tego samemu, bo trzeba było kabelki również złączyć w budce technicznej znajdującej się na zewnątrz. Czy nie dało się tego zrobić w 1 dzień, tak jak w Polsce? Oczywiście, że się da, tylko nikomu się tu nie śpieszy. Wszystko jest przecież no worries i relax.

Wydawałoby się, że internet założony, więc i problem rozwiązany. Chcielibyśmy, żeby to było takie proste. W rzeczywistości internet bez limitu, czyli najlepszy jaki mogliśmy założyć, działa tak wolno, że możesz zapomnieć z normalnym streamingiem bez zakłóceń tak jak w Polsce. Spróbuj wejść na jakąkolwiek stronę internetową w sobotę o 13 – kiedy jest wzmożony „ruch” internet prawie nie działa. Szybki internet, który niedawno wszedł w Australii, czyli NBN (światłowody) okazał się wielką klapą. Pomijając nawet fakt, że tylko niektóre miejsca w Sydney mają infrastrukturę, żeby w ogóle NBN podłączyć, to okazuje się, że jego prędkość w rzeczywistości nie jest taka, jak reklamowana.

Jedyne na czym można polegać to internet mobilny. Jego prędkość w Australii naprawdę jest zawrotna. Szczególnie jeśli potrzebujesz wysłać komuś zdjęcia bądź przesłać większy plik, to radzimy skorzystania z internetu mobilnego.

2. Spychologia

Pozytywne i zrelaksowane podejście do życia ma swoje oczywiste plusy, ale minusy pojawiają się, kiedy musimy coś załatwić lub się czegoś dowiedzieć. Dla przykładu, w zeszłym roku chcieliśmy się dowiedzieć czegoś na temat ubezpieczenia zdrowotnego jednego z ubezpieczycieli. Nic skomplikowanego, prosta informacja, której nie mogliśmy znaleźć w internecie. Zadzwoniliśmy na infolinię, wyjaśniliśmy, zadaliśmy pytanie i usłyszeliśmy „Nie mam takiej informacji, przełączę do innego wydziału”. Kolejna osoba, której wyjaśniamy wszystko jeszcze raz mówi do słuchawki: „Aaaa nie, to musi ktoś z działu sprzedaży wam odpowiedzieć”. Przełączali nas 7 razy (!!), po czym ostatnia osoba i tak nie odpowiedziała nam na pytanie, tylko nas skierowała z powrotem na stronę. Dlaczego tak się dzieje? Najprawdopodobniej dlatego, że praca tutaj to tylko praca. Ludzie nie wysilają się i robią tylko minimum od nich wymagane. Są przyjaźni i wydają się pomocni, ale nie zmienia to faktu, że często ciężko coś załatwić. Dlatego jeżeli szukacie kompetentnych ludzi, którzy mają wiedzę, umiejętności i starają się pracować na najwyższym poziomie – to się naszukacie.

3. Autobusy

Jak na takie duże miasto, autobusów nie ma w cale tak wiele. Często niektóre linie jeżdżą tylko 2 razy na godzinę, a inne tylko w godzinach szczytu. Oprócz tego, często jeżdżą jak chcą. Czasem potrafią być spóźnione 40 minut, albo w ogóle nie przyjechać. Co ciekawe, gdy kierowca zdecyduje, że autobus jest już pełny (co nie jest odpowiednikiem tego słowa w polskim znaczeniu, Polacy wcisnęliby spokojnie jeszcze z 30 osób), nie zatrzymuje się w ogóle na kolejnych przystankach (tylko wysadza). Kiedy śpieszysz się do pracy, a autobus się nawet nie zatrzymuje, to delikatnie mówiąc szlag cię trafia. Dlatego w Sydney trzeba szukać mieszkania blisko linii metra, inaczej czeka was wiele nerwów.

4. Zima i brak ogrzewania

Nigdy nie było nam tak w zimie tak chłodno, jak w Australii. I nie mówimy tu o temperaturach na zewnątrz, które w porównaniu z polskimi wydają się bardzo przyjemne, ale o tych wewnątrz budynków. Domy i mieszkania są tu bardziej „papierowe”, okna cieńsze i nie tak szczelne, i co najważniejsze, nie mają tu ogrzewania! Nigdy nie widzieliśmy na tym kontynencie kaloryferów zainstalowanych na ścianie. Kiedy zimą temperatura na zewnątrz to 13 stopni, a w nocy 6, podobna temperatura jest w domu. Nie żartuję. Ludzie ubierają się na noc ciepło, chodzą po domu w butach UGG (tak, tutaj Australijczycy głownie tak używają te buty), i dogrzewają się farelkami czy przenośnymi kaloryferami, które żrą tyle prądu, że przygotuj się na ból głowy po zobaczeniu kwartalnego rachunku za prąd (ceny są tu jednymi z najwyższych na świecie).

5. Karaluchy

Małe i duże, mniej i bardziej obrzydliwe, a nawet latające. W Australii widzieliśmy już chyba wszystkie. Problem nie dotyczy tylko brudnych czy zaniedbanych miejsc. Nawet przy utrzymywaniu czystości pozbycie się małych karaluchów (tzw. german cockroaches) w 100% nie jest proste. Nie wiadomo czasem jak one w ogóle przedostają się do mieszkania, często mogą przechodzić przez rury czy małe szczeliny. Kiedy już się u ciebie zadomowią, to rozmnażają się jak szalone i pomimo pułapek, sprejów i czyszczenia ciężko je wytępić. Szczególnie latem, nawet gdy nie masz problemu z tym gatunkiem w domu, to inne, duże karaluchy mogą wejść przez okno czy balkon. Kiedy nam się to przytrafiło kilka razy, a karaluch wszedł pod łóżko, to całe mieszkanie wyglądało jak pole bitwy, zanim udało nam się go złapać. Czasem latem spacerując po ulicy, trzeba patrzeć pod nogi, żeby na nie nie nadepnąć (bo przy ich wielkości jest to mocno obrzydliwe). Generalnie problem z karaluchami w Sydney jest duży, ale takie uroki mieszkania w ciepłym kraju.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s